Kwiec. 20th
Marzec 6th

6 marca 2014, 00:03

Nie znoszę ciągłego zmęczenia. Moje ciało nie potrafi dogadać się z umysłem. Przychodzi senność nie gwarantująca snu. Przychodzi sen nie dający wypoczynku. Zanika struktura funkcjonowania, ale ukojenie się nie zjawia.
Ale skoro można ukoić wykończone ciało, to w takim razie co jest anestezją dla duszy?

Czy łzy kiedyś się kończą? Czy moment gdy nie masz już praktycznie czym płakać, a odczuwasz wyłącznie uciążliwe pieczenie oczu oznacza koniec udręki, czy jest tylko przerwą, odpoczynkiem w tym ciągu gównianego zewnętrznego wylewu emocji?
Dawniej organizm naszprycowany podwyższoną dzienną dawką syntetyków nie wiedział nawet czym są łzy, nie wiedział czym są emocje. Powodował znieczulicę, zaprzepaszczał wrażliwość, delikatność i empatię. Tworzył robota, którym sterowałyby wyłącznie kolejne ‘cukierki’ i przekonujące słowa lekarzy. 
Ale teraz… nic cię nie chroni. Nie masz bariery. Każdy czynnik zewnętrzny wnika głęboko w ciebie, w twoje serce, uderza w twoją pierdoloną wrażliwość i odsłania coraz więcej słabych punktów. Robisz się nagi, robisz się coraz bardziej żałosny. Tak łatwo cię zniszczyć, ale nie przyjmujesz tego do wiadomości, prawda? Zaciekle się bronisz, stale dajesz otoczeniu i własnej osobie świadectwo o swojej sile i wytrzymałości, która w rzeczywistości jest kłębkiem nienawiści, ironii, cynizmu i pogardy, rzucanej we wszystkie strony, byleby tylko zachować pozory, byleby tylko nie doszło do konfrontacji, w której nadal będziesz udawać stabilnego, jednocześnie sypiąc się z każdym kolejnym krokiem drugiej osoby. Chowasz się pod płaszczem. Twoja wrażliwość cię zabija. Jesteś jak kwiat, który dostojnie prezentuje się publicznie i zachwyca swoim pięknem, jednak wystarczy jeden gest, żeby go zdeptać, wyrwać, wyciąć. Cała iluzja runęła niczym stary budynek. Dalej opornie twierdzisz, że ludzie na ciebie nie wpływają; że ich słowa, czyny, świadome lub nie, odbijają się jak groch od ściany. Wpierasz to sobie, chcesz w to wierzyć. I udaje ci się stworzyć obraz takiej rzeczywistości, takiej prawdy. Jednak ten obraz zaczyna się rozmazywać i wkrótce wracasz z powrotem do tego, co naprawdę widzisz dookoła, w momencie gdy ktoś w ciebie trafi. Mimo to, nadal budujesz sobie wszystko od nowa, kształtujesz umysł, to, jak postrzegają cię inni i jesteś nie do ruszenia. Robisz to za każdym razem gdy ktoś cię zniszczy, wstajesz i zabierasz się za pozbieranie potłuczonego szkła. 

Luty 14th
❝covers up real feelings with aggressive sarcasm❞
Luty 10th | 1 notka

10 lutego 2014, 15:06

Jestem bezmyślna do granic możliwości. Załatwiam większość poważnych spraw przez internet. Chyba naprawdę pół życia spędzonego w internecie spaczyło mi umiejętność życia i wyczucia co do tego, jakie tematy należy poruszać na żywo, a jakie poprzez piksele. 

Zżera mnie od środka czysty żal i zażenowanie własną osobą, kiedy myślę o tym, w jak wielkim stopniu sytuacja by się inaczej potoczyła gdybym potrafiła odłożyć emocje na bok, zaczekać z rozmową na czas, gdy mogę kogoś zobaczyć i porozmawiać w cztery oczy. Tak wiele sukcesów już odniosłam, tak wiele się już nauczyłam.

W sytuacjach stresowych potrafię już opanować głód lekomański, zapędy autoagresywne i samobójcze, chęci rezygnacji ze wszystkich dotąd uzyskanych wartości i poddania się. Wychodzi mi to za każdą to nową okazją coraz lepiej. Każdy cios teraz jest dla mnie chwilowym zerwaniem z nóg i straceniem gruntu, ale za to wielką motywacją, napływem siły i pragnieniem starania się bardziej. Jednak, mimo wszystko, nadal nie potrafię opanować jebanej niecierpliwości i impulsywności. Czasami strach o dobro i zdrowie ukochanej osoby przeważa nad racjonalnym myśleniem. 

Wiesz jakie trudności ze zrozumieniem siebie mamy wzajemnie podczas kłótni, każde mówi coś innego, w emocjach, nawet nie do końca zrozumiałego dla siebie, a co dopiero dla drugiej strony. I tak naprawdę z tej całej wymiany zdań wychodzi jeden wielki stek bzdur. Bo tylko pojedyncze słowa mają sens, a większość wyplutych w furii słów nie pokrywa się z rzeczywistym myśleniem. Co za tym idzie - sprawa pozostaje niewyjaśniona. Ty się frustrujesz, ja się frustruję, bo sugerujemy się śmieciami wyrzuconymi w emocjach, przez co później, na spokojnie nie mamy nawet szansy się dogadać, bo jedno nie chce słuchać drugiego, wierząc usilnie w głębię tego steku bzdur. Kompletny bałagan, prawda? Dobrze, że potrafię znaleźć sobie siłę na posprzątanie go, nie zostawiam jak to mam w nawyku wszystkiego na pastwę losu. I szczerze, patrząc teraz na naszą rozmowę i moje wypowiedzi, sama się dziwię, że to wszystko napisałam. Musiałam być naprawdę zdenerwowana i owładnięta desperacką chęcią obronienia swojej bezmyślności spowodowanej wyłącznie, jak już wspomniałam, strachem o Twoje zdrowie i dobro. Naprawdę szkoda, że najpierw się nie uspokoiłam, tylko zaczęłam rzucać tymi bredniami. Przez to całkowicie błędnie mnie odebrałeś. Po pierwsze: nie odbiorę sobie życia, nawet nie przychodzą mi takie myśli w najgorszych, czasami bez wyjścia, sytuacjach. To wyłącznie automatyczny, wyuczony, emocjonalny bełkot. 
Po drugie: nie atakuję Cię, nie zaczynam rozmowy od pełnej nienawiści i oskarżeń wiadomości, tylko ze zwątpieniem i podejrzeniem zadaję pytania, bo doskonale wiesz, że nie ufam Ci w kwestii narkotyków, tak samo jak Ty nie ufasz mi kwestii leków. I boję się bardzo o Twoje zdrowie, złożone samemu sobie obietnice i o to, żebyś nie zszedł znów z właściwej drogi, bo wiem, że póki co, to są dopiero początki walki z tym i nie poradzisz sobie sam, jeżeli nikt nie będzie Twoim stróżem i nakierowującym głosem w tej kwestii.

Zmotywowałeś mnie do walki z samą sobą i do stanięcia przed obliczem życia z racjonalnym myśleniem. Tak małe, ale jednak wielkie dla mnie kroki stawiam w kierunku sukcesu i chcę dać Ci to samo - chcę byś równie odważnie walczył u mego boku. Mam w sobie tyle siły, że chcę Ci ją dać, będąc przy Tobie. Chcę byś poczuł te siłę, trzymając moją dłoń. 

Mam nadzieję, że to rzuci Ci jasny promień światła na to, co chciałam przekazać, ale nie potrafiłam.

Bardzo Cię kocham, Marcel. Jesteś człowiekiem, który odmienił moje życie i robi to każdego kolejnego dnia, z coraz lepszym skutkiem, dlatego nie pozwolę byś mówił o sobie jak gówno i zero. Daję Ci od serca ile tylko jestem w stanie, nawet poświęcam własne dobro. Ale popełniam błędy i nawet czasami je powtarzam. Czysta bezsilność i niezaradność niedoskonałych istot ludzkich, prawda? Wiesz coś o tym. Nic jeszcze nie oznacza. 

Stycz. 25th | 38 notek
❝To wszystko zaczyna się właśnie w nocy. Jestem jedynym człowiekiem, który ma własne kino, ale z tego kina nie może wyjść. I to są właśnie moje noce.❞
— Hłasko (via anestetyk)
Stycz. 18th

18 stycznia 2014, 23:00

Kolejny dzień w domu. Powoli zaczyna mnie to drażnić. Jestem tak osłabiona i zmęczona, że nie jestem w stanie się gdziekolwiek ruszyć, a jednocześnie mam wielką potrzebę wyjścia, spędzenia z kimś czasu. Mam dość leżenia w łóżku, dość rozmów nie w cztery oczy. Jednak wolę przesiedzieć ten czas w ciepłym domowym zaciszu, niż później zmagać się z nasilonymi dwa razy bardziej objawami grypy czy innego gówna. 

Poza tym mam wątpliwości co do tego czy nadaję się z obecnymi stanami do ludzi. Pierwsze dni przyjmowania nowego leku. Wrażenia?

Bardzo, bardzo dziwnie. Nie odróżniam objawów grypy od skutków ubocznych leku. Senność, zmęczenie, ból głowy, ból mięśni, zawroty głowy, pobudzenie psychiczne. Czuję się jakbym była naćpana przynajmniej dwoma rodzajami narkotyków. 

Dopadają mnie niekontrolowane napady śmiechu, smutku, złości. Czuję się… inaczej. Czuję się jakbym nie była sobą, tylko kimś zupełnie innym. W chwili obecnej utożsamiam się osiemnastoletnim chłopcem, dywagującym nad sensem jego egzystencji. Parę godzin wcześniej czułam się słodką japońską dziewczynką i przebierając się w urocze ciuszki, słuchałam przyjebanych hitów na playlistach mangozjebów. What’s going on? Boję się co przyniesie każdy kolejny dzień. Ale w sumie na razie jest ciekawie. Poza pewnymi.. dolegliwościami? 

Mój system uczuć osiągnął apogeum nadwrażliwości i doprowadza mnie do irytacji i smutku nawet to, że się poparzyłam próbując herbaty. Znęcam się nad ludźmi psychicznie. Nie potrafię tego opanować, widzę w tym rozrywkę. Bawi mnie to. Im bardziej komuś dopierdolę, tym większy fun dostarczam swojej osobie. 

Zobaczymy ile to się będzie utrzymywać. Jeżeli długo, to cóż, znów zmienimy. Albo odstawimy (?). Jeżeli wcześniej nie rozjebią mi całkiem osobowości. ಥ_ಥ

Stycz. 17th

17 stycznia 2014, 20:50

Ostatni czas był okresem wielkiej niestabilności, przeplotu emocji, zdarzeń, odczuć. Kompletny wstrząs dla mego uporządkowanego wcześniej powolnymi krokami umysłu. Do czego by to najlepiej porównać. Karty. Domek. Domek z kart? Bierzesz kartę, układasz obok niej drugą, potem dołączasz kolejne. Tworzysz z nich swoistą budowlę. Na pierwszy rzut oka wygląda na trwałą, ale w głębi duszy wiesz, że jest bardzo delikatna i możesz ją naruszyć najdrobniejszym gestem. Upewniona jednak o jej trwałości, wykonuję coraz pewniejsze ruchy. Nie boję się. Ufam, że nie runie. Podziwiam piękno budowli, czuję się coraz swobodniej i nie szczędzę sobie żadnego kroku. Nagle czar pryska. Ale zaraz. To nie ja. To nie moja wina. Nie tknęłam budowli, to był ktoś inny. To byłeś Ty.

Pokładałam nadzieję w tym, że nie zniszczysz z taką łatwością i lekkomyślnością tego, nad czym tak mozolnie pracowałam przez długi czas. Sądziłam, że poprzednie zdarzenia nauczyły Cię ostrożności. 

Dobrze, zatem wystarczy metaforycznego wstępu, bo wiem jak lubisz gdy słowa kierowane do Ciebie są konkretne i mają dosłowne znaczenie.

W tamten wieczór/noc bardzo łatwo oddałam się histerii oraz wszystkim pochodnym emocjom, nie myślałam wiele nad wypowiadanymi słowami. Dlatego nie sądzę aby którekolwiek z nich były ważne. Oprócz oczywiście tych wypowiedzianych później, na spokojnie, w Twych objęciach. Wtedy miałam czysty umysł i mogłam się skoncentrować. 

Nie wiem dlaczego właściwie mnie podkusiło żeby przeczytać od niej wiadomość. Miałam Cię właśnie wylogowywać gdy przyszła nowa wiadomość. Od tej właśnie kobiety. I moje - jak już wiesz - niepodważalne przeczucie i intuicja podpowiadały by tak właśnie postąpić. Nie myliły się. Nigdy się nie mylą. Dlatego ufam im jak niczemu innemu w sobie.

Przychodząca wiadomość była intrygująca, więc postanowiłam przejść do archiwum. Zaczęłam przeglądać po kolei. Pierwsze myśli? Przyjaciółka, kuzynka, cokolwiek. Ukochana przyjaciółka. Ale w miarę czytania rozmów myśli gwałtownie się zmieniły. Pojawiło się niedowierzanie, rozpacz, bezsilność, żal, poczucie beznadziejności. Pierwszy raz od 6 miesięcy i 27 dni tak bardzo nie chciałam Cię słyszeć ani widzieć. Nie byłam w stanie się uspokoić, dla mnie nie było już żadnej kwestii do wyjaśnienia, dowody przemawiały za siebie. Nie wiedziałam co będzie dalej, nie planowałam niczego, nie chciałam podejmować żadnych decyzji, nie chciałam zmieniać swojego życia. Wiedziałam tylko jedno. Wiedziałam, że moje ciało i umysł pragną tej samej rzeczy równocześnie, która sprawiała im ukojenie w każdej tego typu sytuacji. Logiczne myślenie uległo wyłączeniu, sumienie zniknęło gdzieś daleko w otchłani umysłu. Chora fascynacja sprawiła, że ręce trzęsły mi się z podekscytowania gdy miałam już w dłoniach ostry obiekt. W porę mnie zatrzymano. 

Przyszedłeś, z niechęcią zaczęłam słuchać Twoich tłumaczeń. Fakty nabrały znaczenia, połączyły się w całość. Ale nadal nie wierzyłam do końca w każde słowo. Mówiłeś, że ta kobieta nie wie, kim naprawdę jesteś, że nawet Cię nie widziała - podawałeś jej adres do swojego tumblr’a. Mówiłeś, że piszesz z nią tylko raz w miesiącu - pisałeś z nią w ciągu miesiąca wielokrotnie. Wiem, że maltretując się nic nie znaczącymi pytaniami i rozpamiętując robię krzywdę samej sobie, ale proszę, zrozum, że wybaczenie, nie oznacza zapomnienia. 

Najbardziej trafiło we mnie to, że mnie… nie, nie oszukałeś mnie. Zataiłeś przede mną prawdę. Nie byłeś szczery, jednocześnie stale o szczerości zapewniając. Pisałeś do niej czasami dłuższe i bardziej emocjonalne teksty niż jesteś w stanie napisać do mnie. Rozumiesz co czuję? Rozumiesz jak poszarpane mam serce i jak długo będę odbudowywać więź i zaufanie? To niezwykle smutne, że musiało się tak stać. Nie chciałam już się cofać, chciałam wyłącznie gnać do przodu.

Rozumiem, że chciałeś pokazać mi, że potrafisz się utrzymać na poziomie i nie spadniesz na dno w życiu, jednak kiedykolwiek o tym pomyślę, myślę od razu też jak wiele by zmieniło to, gdybyś był od początku wobec mnie szczery i powiedział jak przedstawia się sytuacja i wykonywana przez Ciebie praca. Ale przecież jeśli mamy zrobić jakikolwiek postęp nie można cały czas sobie tego zarzucać, prawda? Twoje zachowanie jest czymś na zasadzie rzucania w ścianę. Na początku nic się nie dzieje, powierzchniowo nadal jest twarda i nienaruszona, nadal stoi w całości, ale pewnego razu uderzysz tak mocno, że ulegnie skruszeniu. Tą ścianą jest moje serce, a używanym przez Ciebie do rzucania balastem są błędy i zawody. Think about it. 

Uspokoiło się. Częściowo jeszcze popłakujemy, ale jesteśmy spokojni. Siedzimy lub leżymy. Na moją prośbę zostałeś na noc. Kładziemy się, wydaje się przemijać. Nagle do Twych oczu napływają łzy. Zaczynasz płakać, nie mogąc się opanować. Udało mi się Ciebie podnieść, patrzę na Twoje zapełnione łzami oczy, mokrą od łez słodką, pełną bólu buźkę. I w tamtym momencie chwilowo przeszedł mi cały żal, który do Ciebie żywiłam. Nie mogłam patrzeć jak płaczesz, doprowadzało mnie to do bólu serca i chęci rozpłakania się równie żywnie jak Ty. Jednak wiem, że musiałam Cię uspokoić, dać poczucie ciepła, nie motywować do dalszego płaczu. Z jednej strony niewyobrażalnie było mi przykro gdy widziałam Twoje łzy, z drugiej natomiast towarzyszyła mi satysfakcja. Tak, byłam usatysfakcjonowana, bo widziałam, że zrozumiałeś swój błąd i okazałeś pełną za niego skruchę. Wiele to dla mnie znaczyło. 

Jesteś dla mnie całym światem i nie zdzierżyłabym Twej straty, dlatego proszę, bardziej analizuj, myśl, zastanawiaj się nad konsekwencjami czynów i staraj się przeciwdziałać nieszczęściom. Są to rzeczy, które możesz kontrolować, od Ciebie zależy czy popełnisz błąd. Od Ciebie zależy co wybierzesz, co ma dla Ciebie większe znaczenie.

Coraz częściej dostrzegam, że słabo jeszcze znasz moje potrzeby w określonych sytuacjach i nie masz pojęcia jak ze mną postępować. Nie szkodzi. W końcu nie jesteśmy razem parę lat, żebyś znał każdy szczegół mnie doskonale. Postanowiłam dać Ci więc parę wskazówek co do mojego traktowania, dopisując do tych, o których Ci już wcześniej wspomniałam. Mam nadzieję, że okażą się pomocne i pomogą Ci lepiej mnie zrozumieć.

Przede wszystkim - nie poddawaj się łatwo. Gdy widzę, że się starasz, za wszelką cenę, niezależnie od tego co zrobiłeś i niezależnie od tego co ja powiem, a mogę nawet krzyczeć, że masz wyjść, zachowaj siłę, by walczyć. Nie rezygnuj. Moje słowa ”odejdź”, ”nie chcę Cię znać”, ”to już nie ma sensu” itp. nie oddają w rzeczywistości tego, co naprawdę chcę powiedzieć. Wiesz co naprawdę oznacza każde z nich? 

Odejdź - za nic nie zostawiaj mnie samej

Nie chcę Cię znać - znów popełniłeś błąd i nie mam już siły by Ci wybaczyć, ale musisz postarać się o to, by mi ją przywrócić

To już nie ma sensu - chcę zacząć od nowa

Dla mnie to jest najważniejsze na świecie i sprawia, że wracają mi siły gdy widzę, że się starasz. Jeśli każę Ci wyjść drzwiami, wróć oknem. 

Bądź szczery w każdej sytuacji, chcę słyszeć nawet o najgorszym gównie, niż nie być niczego świadomą. Nie bój się mi mówić prawdy w obawie, że mnie zranisz. Ukrywanie jej mnie bardziej boli, dodatkowo dostaję kolejny cios gdy wszystko wyjdzie na jaw, a zwykle wychodzi, dobrze wiesz. 

Mam nadzieję, że ten najgorszy czas jest już tylko naszą okropną przeszłością. Szczerze nie mam ochoty znów mówić, że to lepszy początek, bo mówię tak już od jakiegoś czasu.

Dlatego powiem tylko, że wierzę w Ciebie. Zrozumiesz to jak chcesz, mam nadzieję, że dobrze. 

Pierwszy śnieg tej zimy, jak pięknie.

Kocham Cię, Marcel. 

image

Stycz. 12th

12 stycznia 2014, 21:12

Znów dopadły mnie uczucia, którym jest w stanie zaradzić jedynie wyczyszczenie pamięci lub sen.

Potworne zmieszanie, zabierający dech ból, dochodzący do każdej najmniejszej komórki mego ciała, niemoc w stosunku do narastających w sile emocji o coraz to gorszym zabarwieniu. Chęć wycofania, przyjęcie postawy zamkniętej.

Zdarzyło się tak niewiele, prawda? Zwykła, pojedyncza, niefortunna sytuacja. Błąd jest tylko błędem, ludzie są tylko ludźmi i błędy popełniają czasami nawet nieświadomie.

Kolejny zawód, kolejny popełniony błąd odkrywa na światło dzienne zakopane głęboko w sercu dawne brudy i zawiedzione nadzieje.

Zadaję sobie pytanie czy bardziej dotyka obecnie zadany ból, czy może bardziej wspomnienia i już wiem, że to wspomnienia pełnią rolę kata.

Każdy jest w stanie wybaczać ludziom, których się kocha, ponieważ zasługują na nasze wybaczenie i na naszą szansę, nawet powtórną. Mimo wszystko strasznym cierniem na sercu jest fakt, że musimy po raz kolejny tę szansę dawać, że nie możemy być dumni z faktu, że ktoś już nas nie zawodzi. Na szczęście każdy błąd jest nauką. I tylko w ten sposób staram się to postrzegać. Wręcz cieszę się z ich popełniania, ze względu na to, że mogą zwiastować lepszy początek; z autopsji doskonale wiem, że zwyczajne sytuacje niczego nas nie nauczą, musi dojść do zdarzenia o większej wadze, przy którym dopadnie nas poczucie, że nasze czyny mogły doprowadzić nawet do utraty ważnej osoby. Wtedy nabieramy nowego spojrzenia na sytuację, własne zachowanie i uczucia drugiej strony. 

Wbrew radości z zaistniałych okoliczności, nie potrafię przezwyciężyć w sobie pewnych uczuć. Dopiero w takich chwilach dociera do mnie jak skomplikowanym i opornym stworzeniem jestem. Pojawiła się we mnie wewnętrzna blokada. Jest zapewne rodzajem mojego mechanizmu obronnego. W każdym razie polega ona na tym, że oddając całą siebie w relacji z drugim człowiekiem, poświęcając się w każdej chwili, nawet ostatkami sił, zostanę przez drugą stronę zawiedziona, natychmiastowo chowam się z powrotem do swojej ochronnej bańki, do której rzeczywistość nie ma prawa dotrzeć. Gdy tak się stanie, potrzebuję czasu dla siebie i przede wszystkim świadectwa co do tego, że nie będę musiała bać się ponownego opuszczenia mojego bezpiecznego schronienia i powtórnego zaangażowania.

image

Najciekawsze jest to, że w chwili gdy umysł kontrolowały negatywne emocje związane z całą sytuacją, towarzyszyło mi przekonanie, że już coś straciłam; coś w sobie, co pozwalało mi odczuwać intensywną radość z każdego gestu, rozmowy, widoku. Myślałam, że nie będę już zdolna podchodzić do tego jak dawniej, myślałam, że straciłam swoją cenną czułość, a raczej, że coś ją zablokowało.
Na całe szczęście potrzebowałam wyłącznie dłuższej chwili przemyśleń, odizolowania, by zrozumieć, że to był tylko krótki, ale bardzo nieprzyjemny stan.
Jest jak dawniej, nic się nie zmieniło i nie ma siły, która by cokolwiek zmieniła. Nie potrafię żywić do Ciebie długo urazy ani żalu. Po to istnieje sztuka wybaczania, by z niej korzystać, ale należy pamiętać, że przebaczenie i granice słabości moich uczuć nie są wiecznym źródłem. Wierzę, że więcej nie będzie Ci dane z niego skorzystać.

Zostawmy za sobą przeszłość, dawne rany i niepowodzenia, mamy siebie tu i teraz i wiesz co? Jestem gotowa, by otworzyć swoje sfery, które dawniej zostały bez skrupółów rozszarpane przez złudne miłości. Nawet jeżeli sam nie jesteś gotów na taki krok do przodu, to chcę chociaż, byś wiedział jak wielkie to jest dla mnie poświęcenie by pokazać Ci swą nagą duszę i jak wielkie brzemię Ci powierzam.
Nie chciałabym, by stało się cokolwiek, co sprawi, że zabiorę Ci wszystko, co teraz chcę Ci ofiarować. Dopiero po tylu latach odsłaniam przed kimś siebie i jestem ciekawa jak wiele to dla Ciebie znaczy. Udało mi się wygnać z serca dawny ból i stratę, teraz Ty posiadasz moje serce i to od Ciebie zależy czy o nie zadbasz, pielęgnując z wielką troską, czy wymierzysz w jego środek lufę pistoletu. Od Ciebie zależy czy zostanie ono doszczętnie zniszczone, czy też wzmocnione Twoją miłością i opieką. Jestem tylko twoją.
Jest już 4:31 a ja nadal siedzę pochłonięta rozmyśleniami. Edytuję zjebane notki i analizuję całe swoje życie, a co mnie najbardziej cieszy, potrafię spojrzeć już teraz na wiele bolesnych wcześniej doświadczeń beznamiętnie.Dziś wizyta u pani psychiatry - tak dawno wyczekiwana. Szczerze, jedyną osobą, którą pragnęłam przytulić wczorajszego okropnego wieczoru, była właśnie ona.